Kontrola ZUS – co muszę wiedzieć

Dzisiaj zamieszczam odesłanie do wpisu na moim blogu Temida Jest Kobietą, który powstał na kanwie wypowiedzi ministra Szumowskiego na temat masowych zwolnień lekarskich na które przechodzą pielęgniarki jednego ze szpitali.

Wpis jest o tym co może kontrolować ZUS i w jaki sposób. Każdy lekarz prowadzący podmiot leczniczy, lub wlasną praktykę lekarską powinien go przeczytać.

Zus skontroluje pielęgniarki na zwolnieniach lekarskich


Złe wrażenie

Czy można zrobić złe wrażenie w sądzie w trakcie procesu o odszkodowanie i zadośćuczynienie z tytułu błędu medycznego?

Można, i to w bardzo prosty sposób. Wystarczy z lekceważeniem potraktować sąd.

Jak do tego może dojść? Podam Wam przykład.

Wystarczy przygotować niechlujną odpowiedź na pozew i być nieprzygotowanym do sprawy.

W pewnej sprawie przeciwko szpitalowi (reprezentuję w niej powódkę) otrzymaliśmy odpowiedź na pozew „z bardzo dużej i znanej kancelarii”, do której pełnomocnik pozwanego załączył „dokumentację medyczną” zmarłej pacjentki. Załączył ją, bo m. in. takie żądanie znalazło się w napisanym przeze mnie pozwie i do tego pozwaną placówkę zobowiązał sąd.

Co zawierał załącznik do pisma? Kilkanaście nieponumerowanych stron, część z nich nie miała umieszczonego nazwiska pacjentki, kopie były krzywe, poucinane, mało czytelne. Brakowało całych fragmentów dokumentacji jak np. zgody na operację i ankiety anestezjologicznej (sic!) czy kart indywidualnej opieki pielęgniarskiej.

Jak się okazało pełnomocnik szpitala, który stawił się na rozprawę również dysponował taką, wątpliwej jakości wersją dokumentów, co znacznie utrudniło mu pracę. Sąd był poirytowany, bo w zasadzie nie mógł zadawać pytań w oparciu o dokumentację. Cale szczęście, że przy pozwie była podłączona najważniejsza część dokumentacji i sąd mógł z niej korzystać zadając świadkom pytania.

Na koniec, już dawno nie słyszałam, żeby sąd tak obsztorcowywał przeciwnika (że nie przystoi dawać takich załączników i trakotować innych uczesników procesu jak nieuków, którzy nie wiedzą jak wygląda dokumentacja medyczna).

Przyznam, że nie wiem dlaczego tak postąpiła strona pozwana. W sumie taką postawą strzelili sobie w stopę. Ciekawe tylko, czy dyrekcja szpitala o tym wie.


Radca prawny obrońcą w procesie karnym

Obrona personelu medycznego

Mało kto wie, ale od ponad 1,5 roku każdy radca prawny może być obrońcą w procesie karnym.

Oczywiście jeżeli tylko zechce podjąć się tej trudnej sztuki. Trzeba być do niej należycie przygotowanym.

Co ciekawe i w obronach karnych można znaleźć swoją niszę, wąską specjalizację – jak np. obrony oskarżonych w procesach medycznych, gdy prokuratura zarzuca oskarżonemu spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu lub narażenie pacjenta na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

Żeby być dobrym obrońcą lekarza czy pielęgniarki prócz dobrej znajomości przepisów procedury karnej trzeba znać choćby specyfikę zawodu, prawo medyczne oraz prawa pacjenta.

Poniżej krótki film o tym, w czym może pomóc radca prawny przygotowany przez OIRP w Toruniu.


Sieć szpitali

Plan stworzenia systemu podstawowego szpitalnego zabezpieczenia świadczeń opieki zdrowotnej zwany popularnie siecią szpitali – to jeden z kluczowych projektów Ministerstwa Zdrowia i Ministra Radziwiłła, który bardzo podoba się także premier Szydło. Obecnie jest jeszcze na etapie projektu, a już wzbudza ogromne kontrowersje w środowisku lekarzy, a przede wszystkim dyrektorów szpitali, zwłaszcza tych niepublicznych.

O sieci szpitali  z punktu widzenia dostępu pacjentów do lekarzy rozmawialiśmy także niedawno podczas roboczego spotkania z Rzecznikiem Praw Obywatelskich.

            Pomysł sieci szpitali opierać się ma na szpitalach zakwalifikowanych do PSZ przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Szpitale w sieci mają mieć zagwarantowane kontrakty na świadczenia zdrowotne z zakresu leczenia szpitalnego, ambulatoryjnej opieki specjalistycznej (AOS) oraz nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej bez przeprowadzania procedury konkursowej. Sieć szpitali ma pochłonąć około 85% środków przeznaczanych obecnie na leczenie szpitalne.

            Co więcej świadczeniodawcy z danego województwa mają być kwalifikowani do jednego z sześciu poziomów świadczeń.

            Pozostałe szpitale, które nie trafią do sieci szpitali, aby leczyć w ramach kontraktów z NFZ będą musiały przejść procedurę konkursową. Do podziału będzie jednak tylko niewielka część pieniędzy, co oznacza prosty rachunek – niskie, niedoszacowane kontrakty dla tych placówek.

            Pierwsze wykazy szpitali zakwalifikowanych do PSZ mają być gotowe do końca marca 2017 r. Ryczałty mają być przyznawane aż na 4 lata, a ustawa nic nie mówi np. o uzależnieniu ryczałtu od liczby przyjętych pacjentów.

            Projekt rozporządzenia, który ma regulować szczegółowe kryteria kwalifikacji świadczeniodawców do poszczególnych poziomów systemów zabezpieczenia oraz profile poszczególnych poziomów, ma być przekazany do publicznych konsultacji  dopiero w momencie przyjęcia ustawy przez Sejm RP, zaś sieć szpitali ma zacząć funkcjonować już za 6 miesięcy, od 1 lipca 2017 r. Nie wiadomo zatem czy będzie kiedy te konsultacje przeprowadzić.

Wątpliwości

            Zostało niewiele czasu. Rodzi to poważne obawy, że reforma będzie źle przygotowana i  będą ogromne problemy po pierwsze z kwalifikacją szpitali do sieci, a po drugie (a chyba najważniejsze) z zagwarantowaniem pacjentom świadczeń z zakresu leczenia szpitalnego.

            Pojawiają się głosy, że nowy pomysł Ministerstwa Zdrowia uderzy przede wszystkim w małe szpitale prywatne takie, które nie mają kontraktów z NFZ na izbę przyjęć lub SOR, oraz te publiczne, które posiadają także oddziały, które znajdą się poza siecią. Oznaczać to może ich zamknięcie lub stanięcie po kontrakt na nie do konkursu, gdzie pieniędzy do podziału będzie niewiele. Może to pozbawić pacjentów opieki specjalistycznej, lub jeszcze bardziej wydłużyć kolejki.

            Tak duża reforma systemu opieki zdrowotnej powinna być wprowadzona z rozwagą i uwzględnieniem głosów samych zainteresowanych.


potrzebujemy prawnikaSiedzimy w restauracji przy kawie i herbacie i tak sobie rozmawiamy:

  • Pani mecenas, my dotąd nie potrzebowaliśmy prawnika… (mówi szef dużej kliniki, a właściwie kilku rozsianych w okolicach Warszawy i w samej stolicy)
  • Jak to? – pytam
  • No jakoś sobie radziliśmy, mieliśmy wzory z internetu i całkiem niezłą księgową, bazowaliśmy na zaufaniu do naszych lekarzy. Dopiero teraz wypłynął ten duży problem….

Czarna owca

Jak się okazało problemów dostarczył jeden lekarz, z którym kontrakt rozwiązano ponad dwa lata temu.

W wielu przypadkach dokumentacja medyczna okazała się być niepełna, bez zgód pacjentów, bez planów leczenia.

Co więcej lekarz przeprowadził kilka zabiegów, na które klinika nie miała wykupionej dodatkowej polisy, która była niezbędna!

Część pacjentów zaczęła kierować swoje roszczenia przeciwko klinice. Z niektórymi nawet wstępnie dogadano się „polubownie”, ale na tę okoliczność nie było żadnych dowodów, co  jeden pacjent wykorzystał składając pozew do sądu.

I tutaj trzeba zadać sobie pytanie retoryczne – co jest lepsze – profilaktyka (zapobieganie), czy długie i często kosztowne leczenie?

Szef kliniki poprosił o pomoc znajomego prawnika, kolegę jeszcze z czasów ławy szkolnej. Ale kolega był dobry w zupełnie innej dziedzinie prawa i nie znał się na prawie medycznym, prawach pacjenta, nie znał także specyfiki procesów sądowych w sprawach o błąd medyczny. Nie sprawdził się. Szef przypomniał sobie jedną z konferencji medycznych, na której słyszał moje wystąpienie o tym jak bronić się przed roszczeniami pacjentów.

I tak doszliśmy do rozmowy z początku tego wpisu.


Monitorowanie zdarzeń niepożądanych

Monitorowanie zdarzeń niepożądanych

Założenia do projektu ustawy

Wśród nowych pomysłów na temat reorganizacji służby zdrowia, które przedstawia Minister Radziwiłł jeden jest wart szczególnej uwagi.

To ustawa o jakości w ochronie zdrowia i bezpieczeństwie pacjenta, ma zastąpić obecnie obowiązującą ustawę o akredytacji w ochronie zdrowia. Na razie jest na etapie projektu założeń, który można konsultować do 19 lutego br.

Zgodnie z nowymi założeniami- wszystkie publiczne placówki zdrowotne będą musiały uzyskać autoryzację. Kryteria jakie będziecie musieli Państwo spełniać zostaną określone w rozporządzeniu ministra zdrowia (opracuje je nowo powołana Agencja ds. Jakości Opieki Zdrowotnej i Bezpieczeństwa Pacjenta). Autoryzacji będzie udzielał (jak i ją cofał)- minister zdrowia.

Krótko mówiąc- spełnienie pewnych wymagań jakościowych będzie warunkowało możliwość zawarcia umowy z NFZ.

Placówki, które nie otrzymają autoryzacji, stracą możliwość korzystania z finansowania ze środków publicznych i tym samym nie będą mogły należeć do sieci szpitali (ma ona być utworzona w lipcu tego roku).

Swoistym novum – będzie wprowadzenie wewnętrznych systemów monitorowania jakości i bezpieczeństwa udzielanych świadczeń opieki zdrowotnej w tym zdarzeń niepożądanych. System służyć ma analizie poszczególnych zdarzeń medycznych, która to pozwoli na wdrożenie wyciągniętych wniosków do praktyki medycznej. Początkowo systemem tym zostaną objęte szpitale (również te, które nie mają kontraktu z NFZ).

Oceny propozycji monitorowania zdarzeń niepożądanych dokonałam dla portalu podyplomie.pl – zapraszam do lektury artykułu.


Kongres Innova Med Łódź, 17.02.2017 r.

Zaproszenie

Już niebawem, bo 17 lutego spotkamy się w Łodzi na kolejnym Kongresie Innova Med Hospital Management.

Opowiem Państwu jakie prawa mają pacjenci, a jakie lekarze. Skupimy się na tym jak bronić się przed roszczeniami pacjentów i co zrobić, gdy takie roszczenie (wezwanie do zapłaty czy pozew) wpłynie do szpitala czy naszej kliniki.

Temat mojego wystąpienia brzmi: Prawa Pacjenta oraz Prawa Lekarza – Jak bronić się przed roszczeniami Pacjentów?

Do zobaczenia w Łodzi.Kongres Innova Med


Wyciek dokumentacji medycznej

Wyciek dokumentacji medycznej

dokumentacja medyczna

Jeden z tabloidów (na jego niedawnych urodzinach bawił się Prezydent Duda) opublikował zdjęcia chorego Wojciecha Młynarskiego. Oliwy do ognia dolał fakt, że podobno gazeta ta dysponuje… dokumentacją medyczną pacjenta!

Jeżeli to prawda to zastanawiającym jest jak tabloid wszedł w jej posiadanie…

Moi klienci często pytają jak mają poprawnie udostępniać dokumentację medyczną i komu ją mogą wydać.

Trzeba o to szczególnie zadbać, bo dostanie się dokumentacji medycznej w niepowołane ręce może stanowić groźną broń. Pamiętam sprawę, w której szpital psychiatryczny wydał dokumentację medyczną mężowi pacjentki, który potem przy pomocy tych dokumentów chciał się szybko rozwieść z jej winy.

Chroń dokumentację pacjentów

Udostępnienie dokumentacji osobie nieuprawnionej jest złamaniem prawa pacjenta, którego dokumentację udostępniono.

Pod żadnym pozorem nie wolno  personelowi wynosić jej z placówki medycznej (np. do domu, żeby „na spokojnie uzupełnić”), ani udostępniać osobom trzecim bez zgody pacjenta.

Trzeba ją natomiast udostępnić na wezwanie sądu, prokuratury czy Wojewódzkiej Komisji do spraw Orzekania o Zdarzeniach Medycznych. Od 2012 r. prawo do dokumentacji medycznej nabyli też spadkobiercy zmarłego pacjenta (żaden z nich nie musiał być upoważniony przez pacjenta  do wglądu lub odbioru dokumentacji), ale tylko w zakresie prowadzonego postępowania przed wojewódzką komisją do spraw orzekania o zdarzeniach medycznych (czyli już po jego wszczęciu!).

Placówki często popełniają też błąd udostępniając dokumentację medyczną swojemu ubezpieczycielowi, w celu likwidacji szkody. Wolno to zrobić tylko po uzyskaniu zgody pacjenta.

Należy pamiętać, że gdy są jakieś wątpliwości , czy dana osoba może otrzymać dokumentację medyczną osoby trzeciej, to ona musi udowodnić, że ma takie prawo.

 


Przestroga dla młodego lekarza

Historia, którą opowiem, powinna być przestrogą dla młodych lekarzy. Przede wszystkim, że nie odgrywać herosa i stawiać się w pozycji paternalistycznej, zwłaszcza gdy pracuje się na kontakcie.

Wszystko zaczęło się standardowo. Pacjent został przyjęty na oddział w trybie planowym, miał porobione wszystkie niezbędne badania. Z pacjentem przeprowadzono wywiad anestezjologiczny, w ankiecie wpisano określony rodzaj znieczulenia (znieczulenie podpajęczynówkowe), pacjent podpisał zgodę na zabieg. Co ważne u pacjenta rozpoznano samoistne nadciśnienie i migotanie i trzepotanie przedsionków.

Jak to czasami bywa pacjent wypadł z grafiku operacji, miał być operowany kolejnego dnia. Tak się niefortunnie złożyło, że i następnego dnia raczej nie było szansy na przeprowadzenie operacji. Pacjent się niecierpliwił długim oczekiwaniem, w końcu ordynator zadecydował żeby go operować już poza grafikiem, po godzinie 14.00.

Do operacji wyznaczył młodego lekarza, który miał „na koncie” kilkanaście podobnych zabiegów. Nie było jednak anestezjologa.

Młody rezydent – wykonał tę operację -wbrew ustaleniom anestezjologa i pacjenta, który o wszystkim dowiedział się już na stole operacyjnym – w znieczuleniu miejscowym w obecności jednej pielęgniarki operacyjnej. W trakcie operacji, która trwała bardzo długo pacjent uskarżał się na duży ból i protestował wobec zmiany znieczulenia. W odpowiedzi usłyszał, że o rodzaju znieczulenia decyduje lekarz operator. Operacja była powikłana m. in. wystąpieniem u pacjenta dużego krwiaka.

Zdaniem biegłego powołanego w sprawie:

 Krwiak był wynikiem zastosowania znieczulenia miejscowego, długotrwałego przeprowadzania operacji (2 godziny i 15 minut), obciążeniami Powoda i jego stanem ogólnym. Doświadczony chirurg winien był przewidywać, iż u pacjenta z takim wywiadem może dojść do zaburzeń krzepliwości, a w konsekwencji do powstania krwiaków.

Decyzja o operowaniu pacjenta dzień po wyznaczonym terminie w dodatku w godzinach popołudniowych bez asysty anestezjologicznej oraz z zastosowaniem znieczulenia nasiękowego w przypadku pacjenta obciążonego anestezjologicznie- została e uznana za działanie niezgodne z aktualną wiedzą medyczną.

Sytuacja lekarza operującego

Zeznania lekarza wykonującego operację pacjenta, potwierdziły, iż jego decyzje dotyczące zmiany sposobu znieczulenia – niezważając na wywiad anestezjologiczny- były samodzielne i niekonsultowane z anestezjologiem.

Sytuację tego lekarza pogarszał fakt, że zatrudniony był na kontrakcie, co oznacza pełną odpowiedzialność za ewentualnie popełnione błędy podczas leczenia pacjentów.

Cała ta sytuacja kosztowała potem tego młodego lekarza wiele nerwów i obawy, czy szpital nie wystąpi przeciwko niemu z roszczeniem regresowym.

Jaki morał z tej historii płynie? Że to nie decyzja lekarza jest najważniejsza, a zgoda pacjenta, a konsekwencje prostych błędów mogą być bolesne.


Wezwanie do zapłaty, co dalej?

Wezwanie do zapłaty – bać się, a może bagatelizować?

Na adres  Twojej indywidualnej praktyki, albo podmiotu leczniczego, którego jesteś właścicielem lub dyrektorem przychodzi list od niezadowolonego z leczenia pacjenta lub jego prawnika. Otwierasz, a tam wezwanie do zapłaty niebagatelnej kwoty za błędy popełnione przy leczeniu i za rozstrój zdrowia jakiego pacjent doświadczył w Twojej placówce.

Nie, to nie fragment scenariusza nowego sezonu Chirurgów czy Lekarzy, to opis sytuacji, które spotykają coraz częściej medyków z własną praktyką.

Nawet przy najlepszej opiece znajdzie się niezadowolony pacjent. A że świadomość prawna wzrasta, takie przypadki będą coraz częstsze. Narażeni na roszczenia pacjentów są głównie ortopedzi, chirurdzy oraz ginekolodzy (przeczytaj relację ze szkolenia „Kiedy pacjentka skarży ginekologa”).

Co należy zrobić?

  1.  sprawdź dokumentację pacjenta, jaka była diagnoza i jak był leczony, kiedy to było (czy sprawa nie jest przedawniona), czy był to Twój pacjent, czy może innego lekarza, którego zatrudniasz. Zbadaj sprawę od strony medycznej, bo być może roszczenia pacjenta mogą być słuszne.
  2. sprawdź czy masz aktualne ubezpieczenie OC oraz ubezpieczenie dodatkowe, jeżeli jest potrzebne w Twojej specjalizacji.
  3. skontaktuj się ze swoim prawnikiem, a jeżeli go nie masz to wybierz takiego, który specjalizuje się w prawie medycznym. Wyjaśnij sprawę; jeżeli rzeczywiście popełniono błąd, to dobry prawnik będzie się starał poprowadzić postępowanie tak, aby doprowadzić do ugody i zminimalizować Twoje straty.
  4. wspólnie rozważcie, czy nie warto zgłosić szkody do ubezpieczyciela (ja zazwyczaj rekomenduję takie rozwiązanie swoim klientom). Pamiętaj, że dokumentację medyczną będziesz mógł przekazać ubezpieczycielowi tylko w przypadku, gdy pacjent wyrazi na to zgodę.
  5. jeżeli Twój ubezpieczyciel odmówi wypłaty odszkodowania/zadośćuczynienia pacjentowi pozostanie droga sądowa, co oznacza, że może pozwać Ciebie (podmiot leczniczy). Jeżeli pozwie Ciebie zadaniem Twojego prawnika będzie przypozwać również Twojego ubezpieczyciela.
  6. jeżeli sprawa trafi do mediacji – bierz w niej aktywny udział. Generalnie nie bądź bierny na żadnym etapie postępowania.

Pamiętaj!

Nawet jeżeli nie doszło do błędu związanego z leczeniem pacjenta czasami warto przynajmniej próbować zawrzeć ugodę.

W ten sposób ochronimy swoje dobre imię i renomę (ewentualny kryzys medialny nie jest przecież potrzebny), a dodatkowo zminimalizujemy koszty oraz czas poświęcony na rozwiązanie tego problemu.