Przestroga dla młodego lekarza

Historia, którą opowiem, powinna być przestrogą dla młodych lekarzy. Przede wszystkim, że nie odgrywać herosa i stawiać się w pozycji paternalistycznej, zwłaszcza gdy pracuje się na kontakcie.

Wszystko zaczęło się standardowo. Pacjent został przyjęty na oddział w trybie planowym, miał porobione wszystkie niezbędne badania. Z pacjentem przeprowadzono wywiad anestezjologiczny, w ankiecie wpisano określony rodzaj znieczulenia (znieczulenie podpajęczynówkowe), pacjent podpisał zgodę na zabieg. Co ważne u pacjenta rozpoznano samoistne nadciśnienie i migotanie i trzepotanie przedsionków.

Jak to czasami bywa pacjent wypadł z grafiku operacji, miał być operowany kolejnego dnia. Tak się niefortunnie złożyło, że i następnego dnia raczej nie było szansy na przeprowadzenie operacji. Pacjent się niecierpliwił długim oczekiwaniem, w końcu ordynator zadecydował żeby go operować już poza grafikiem, po godzinie 14.00.

Do operacji wyznaczył młodego lekarza, który miał „na koncie” kilkanaście podobnych zabiegów. Nie było jednak anestezjologa.

Młody rezydent – wykonał tę operację -wbrew ustaleniom anestezjologa i pacjenta, który o wszystkim dowiedział się już na stole operacyjnym – w znieczuleniu miejscowym w obecności jednej pielęgniarki operacyjnej. W trakcie operacji, która trwała bardzo długo pacjent uskarżał się na duży ból i protestował wobec zmiany znieczulenia. W odpowiedzi usłyszał, że o rodzaju znieczulenia decyduje lekarz operator. Operacja była powikłana m. in. wystąpieniem u pacjenta dużego krwiaka.

Zdaniem biegłego powołanego w sprawie:

 Krwiak był wynikiem zastosowania znieczulenia miejscowego, długotrwałego przeprowadzania operacji (2 godziny i 15 minut), obciążeniami Powoda i jego stanem ogólnym. Doświadczony chirurg winien był przewidywać, iż u pacjenta z takim wywiadem może dojść do zaburzeń krzepliwości, a w konsekwencji do powstania krwiaków.

Decyzja o operowaniu pacjenta dzień po wyznaczonym terminie w dodatku w godzinach popołudniowych bez asysty anestezjologicznej oraz z zastosowaniem znieczulenia nasiękowego w przypadku pacjenta obciążonego anestezjologicznie- została e uznana za działanie niezgodne z aktualną wiedzą medyczną.

Sytuacja lekarza operującego

Zeznania lekarza wykonującego operację pacjenta, potwierdziły, iż jego decyzje dotyczące zmiany sposobu znieczulenia – niezważając na wywiad anestezjologiczny- były samodzielne i niekonsultowane z anestezjologiem.

Sytuację tego lekarza pogarszał fakt, że zatrudniony był na kontrakcie, co oznacza pełną odpowiedzialność za ewentualnie popełnione błędy podczas leczenia pacjentów.

Cała ta sytuacja kosztowała potem tego młodego lekarza wiele nerwów i obawy, czy szpital nie wystąpi przeciwko niemu z roszczeniem regresowym.

Jaki morał z tej historii płynie? Że to nie decyzja lekarza jest najważniejsza, a zgoda pacjenta, a konsekwencje prostych błędów mogą być bolesne.


{ 0 komentarze… dodaj teraz swój }

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: